Stało się. Kilka dni temu przekroczyliście magiczną granicę 1000 pobrań eBooka ,,Ile kosztuje założenie spółki komandytowej?”. Nie wiem jak, nie wiem kiedy 😉 . Dziękuję każdemu kto pobrał, otworzył i przeczytał!
Trafiacie na moją stronę dzięki najróżniejszym zapytaniom. Poniżej lista kilku z zapytań z lutego 2015 r., czego szukaliście o spółkach komandytowych: Ile czasu potrzeba na założenie i uruchomienie sp. z o.o. spółki komandytowej? – świetne pytanie. Jeśli masz przemyślane umowy obu spółek i sp. z o.o. i sp.k. , jesteś dogadany ze wspólnikami, to optymistyczny czas rejestracji przez KRS to 4 do 6 tygodni. Realistycznie 2 miesiące. Pesymistycznie przy błędach i brakach formalnych może i 6 miesięcy. Naturalnie ten czas można dociskać i usiłować skracać, wstawiając do sp. k. sp.
,,Czego szukacie?” Tym ponadczasowym krótkim cytatem zaczynam comiesięczny wpis podsumowujący najciekawsze zapytania związane ze spółką komandytową, dzięki którym trafialiście do mojego blogu. Czy w umowie spółki musi być pkd? Bardzo sensowne i dobre pytanie. Jeśli nie znasz mojej oceny PKD, to jeszcze raz przypomnę że moim zdaniem nie ma legalnego obowiązku wskazywania przedmiotu działalności spółki w jej umowie, dokładnie po kodach PKD. Pomijam spółki rejestrowane przez internet, które w wyniku zastosowanej procedury i wzorca umowy maja taki wymóg. Żaden znany mi przepis prawa nie nakłada na wspólników spółki komandytowej, przy zawieraniu
Dzień 15 stycznia 2015 r. miał przejść do historii zakładania spółek. Nareszcie przywiej założenia spółki komandytowej przez internet, bez wychodzenia z domu stał się rzeczywistością! Tylko rejestracja konta, certyfikatu, kilka kliknięć i już prawie spółka zarejestrowana. Na fali euforii lektury nowego art. 106 [1] k.s.h. już spieszyłem sprawdzić jak przebiega procedura rejestracji i…… ….w tym momencie się obudziłem. …bolało. Tak, dziś. W dniu 15 stycznia 2015 r. weszła w życie Ustawa o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw z 28 listopada 2014 r. (Dz.U. z 2015
Całkiem niedawno i bardzo blisko był sobie komandytariusz. Jednak nie był on zwykłym, pospolitym wspólnikiem w spółce komandytowej. Razem ze swoimi kolegami stwierdzili, że zna się na swoim fachu na tyle dobrze, że warto zatrudnić go w spółce. Było to rzecz o tyle wyjątkowa, że wspólnik nie miał obowiązku pracy na rzecz spółki. Jak też radzili, tak też uczynili. Wspólnik pieczołowicie piastował swój etat w spółce. Pracował w pocie czoła zwiększając ku chwale społeczeństwa PKB i zyski spółki. Niestety, w księstwie w którym siedzibę spółka miała, grasowała przykra i złowroga